TOGO

16 07 2010

LOME
Do stolicy Togo wprost z Ghany wchodzi sie pieszo wspanialym, szerokim bulwarem. Nad glowa szumia jak potezne parasole, wysokie palmy kolysane oceanicznym wichrem, zloty piasek rozleglej plazy miekko laczy sie z lazurowa woda. Bo Afleo (przygraniczne miasto w Ghanie) i Lome to tak naprawde jeden i ten sam urbanistyczny organizm, sztucznie tak jakos na pol przekrojony pazernoscia i wasniami bylych kolonialnych poteg: Francji i Wielkiej Brytanii. Dzis z racji bliskiego sasiedztwa plazy wprost z obrazka zdjetej, jest to bodaj najpiekniejsze przejscie graniczne na swiecie. Zareczam i na wszystkie swietaosci przysiegam, choc dowodow fotograficznych nie mam – zabraklo mi odwagi by aparat wyciagac, gdy wszedzie pelno facetow w mundurach patrzacych podejrzliwie i grozne straozacych miny.
Po pieciu miesiacach porozumiewania sie po angielsku na co dzien, jezyk placze sie i meczy, gdy przeskoczyc trzeba nagle na francuski. Brakuje slow, anglosaskie wtrety same wskakuja do ust i choc chce sie powiedziec cos po francusku, to tu dziwnie jakos wychodzi po angielsku.
Ludzie usmiechaja sie wyrozumiale, najwyrazniej przyzwyczajeni juz do tego jezykowego pomieszania wszystkich jowu (tak w jezyku ewe nazywa sie bialych) doTogo przybywajacych z Ghany.
Ide objuczona plecakami w niemilosiernym upale pozdrawiana przez Togolczykow z lewej i z prawej. Poza jezykiem i cenami noclegow miedzy Togo a Ghana nie widze wiekszych roznic.
Te same banany i zgrabnie skrojone kawalki kasawy praza sie w glebokim oleju, z kazdej restauracji dobiega ten sam charakterystyczny dzwiek miazdzonego w poteznych, drewnianych mozdzierzach prosa i maki kukurydzianej, bo tak u wybrzeza Zatoki Gwinejskiej powstaje fufu, czyli rodzaj delikatnie rozplywajacej sie w ustach papki, ktora jest tu absolutnie podstawowym daniem, ta sama wszedzie ludzka serdecznosc wokol, ta sama spontanicznie przezywana radosc. W Afryce choc bieda wyglada zza kazdego prawie rogu, zza kazdego wychyla sie zakamarka, w kazdym prawie siedzi kacie nie odebrala mludziom radosci zycia. Afrykanczycy, choc czesto maja niewiele ponad nic, potrafia cieszyc sie tym duzo bardziej niz my wszyscy Europejczcy razem wzieci z calym naszym zachodnim zbytkiem. Fantatsyczna to umiejetnosc i pewnie dla wielu zaskakujaca. Afryka jest jednak zywym, namacalnym dowodem na to, ze materialny dostatek nie jest warunkiem koniecznym dla ludzkiego szczescia. To tylko nasza, zachodnia perspektywa. Zalamujemy rece nad Afryka, uzalamy sie nad nia, jawi nam sie ona jako kontynent bezmiaru ludzkiego nieszczescia, biedy i konca niemajacego cierpienia. Tymczasem tylu usmiechow, tyle spontanicznie okazywanej radosci, tyle wesolosci na kazdym kroku nie widzialam jeszcze nigdzie. Nikt tutaj za niczym nie goni, bo tak naprawde nie ma za czym, zyje sie z dnia na dzien, kazdym cieszac sie inaczej, kazda drobnostke przezywajac w detalach, kazdym najmniejszym nawet pozytywnym zdarzeniem delektujac sie bez konca. Trawiace Zachod cywilizacyjne choroby takie jak stres czy depresja, sa w Afryce zupelnie nieznane, rownie dla owego biednego, czarnego czlowieka egzotyczne, jak dla nas malaria. Wydaje nam sie, ze posiedlismy jedyna, uniwersalna recepte na szczescie, ze poznalismy jego absolutny algorytm. Tymczasem w Afryce kazdego dnia wiecej widze w ludziach radosci i szczesliwosci zupelnie spontanicznej, niz przez caly rok na starym kontynencie. Afryka uczy mnie jak prawdziwie cieszyc sie zyciem, jak kazda jego chwile smakowac.
IMG_3680_bis.jpg
IMG_3719_bis.jpg
w Lome

OSZUSTWO
Mechanizm jest prosty jak dwa dodac dwa. Z odliczona pula 50 cedi (waluta Ghany) podchodze do mezczyzny siedzacego na stolku z kalkulatorem w reku. Tak w Afryce wygladaja kantory, a przynajmniej te, w ktorych mozna wymienic lokalna walute na inna lokalna walute.Facetow z kalkulatorami jest zawsze pelno na kazdym przejsciu granicznym i chociaz czesto trzeba sie z nimi troche poszarpac, by w miare przyzwoity kurs uzyskac, a i slawa ciesza sie nienajlepsza, to jak dotad zadnycvh przykrych doswiadczen nie mialam. Te jednak musialy nadejsc niechybnie i nieuchronnie jak z dawna oczekiwana burza.
Piekna okolica, fantastyczny, plazowy krajobraz… burczacy zoladek i mysli zaprzatniete prazona kasawa lub slodkim jakims banankiem, gardlo wyschniete na wior wolajace o wode, do tego upal i ciezki plecak – wystarczy by nieco zabraklo uwagi, by koncentracje skutecznie oslabic, rozproszyc na boki.
Facet z kalkulatorem kurs proponuje calkiem uczciwy, wiec przeliczamy wszystko sprawnie i za moje 50 cedi dostac powinnam 18000 CFA (tj. frankow zachodnioafrykanskich, ok. 36 USD). Dostaje do reki plik banknotow z jednotysiecznym nominalem do przeliczenia. 17 000 – Nie, musialam sie gdzies pomylic – mysle sobie i raz jeszcze kalkuluje zuzyte banknoty.
- 17000 jest prosze pana, a mialo byc 18000!
- To niemozliwe Madame – zarzeka sie mezczyzna – niech przeliczy Madame jeszcze raz!
Moze to zmeczenie, moze glod, a moze slonce… do trzech razy sztuka, licze wiec ponownie, niech mu bedzie.
- 17000! Tak jak mowilam – rzucam z lekka irytacja
- Najmocniej przepraszam. Zupelnie nie wiem jak to sie stalo, prosze wybaczyc Madame!
Oddaje mu plik banknotow, a on powoli przelicza ponownie. Podirytowana tym, ze trwa to tak dlugo, z plecakiem ciagnacym ku ziemi, przygladam mu sie niecierpliwie.
- Faktycznie! 17000! Prosze wybaczyc, najmocniej przepraszam Madame. Prawie nigdy mi sie to nie zdarza, stad moje zdziwienie. Bardzo, bardzo przepraszam Madame i natychmiast dodaje brakujacy tysiac.
Faktycznie do grubasnej puli dodaje jeszcze jeden banknot jednotysieczny i ponownie przelicza.
- Teraz jest 18000, prosze sprawdzic – mowi, ponwnie wreczajac mi peczek zachodnioafrykanskich frankow.
Ani mi sie nawet sni przeliczac po raz kolejny, glodna jestem, zmeczona, chce czym predzej do Togo sie dostac i chrupac prazona kasawe. I to wlasnie byl moj blad wielki, ktory kosztowal mnie utrate 6000 frankow (ok. 12 USD). Nie wiem kiedy dokladnie podebral on zwinnie te szesc banknotow z mojej kupki, najpewniej w czasie ostatniego przeliczania, jakims paskudnym, szulerskim sposobem do perfekcji opanowanym dzieki wieloletniej praktyce.
Gdy zorientowalam sie co zaszlo, bylo juz zbyt pozno, granica zostala za mna daleko, a koszt kolejnej wizy do Ghany (50 USD) czynil cala moja potencjalna interwencje zupelnie nieoplacalna.Tego wieczoru polaly sie moje lzy czyste rzesiste ze zlosci, przykrosci i wlasnej bezradnosci.



Berlin za darmo

14 07 2010

Berlin to raj dla oszczędnych podróżników – ogromna liczba atrakcji turystycznych dostępna jest za darmo przez cały tydzień lub w wybrane dni. Z południowej Polski do Berlina nie jest daleko, a autostradami A4 i A2 można w kilka godzin dojechać do stolicy Niemiec. Za sprawą tanich linii lotniczych i promocyjnych ofert na przeloty tanio i szybko dostaniemy się do Berlina także samolotem. Warto skorzystać z takiego połączenia, zwłaszcza że Berlin to idealne miejsce na spędzenie przedłużonego weekendu. Czwartkowe popołudnie i wieczór to czas kiedy niemal wszystkie muzea w tym mieście zwiedzamy za darmo – w zależności od placówki do godz. 18 lub nawet 22. Adresy i więcej informacji o wymienionych poniżej atrakcjach znajdziemy tutaj (niestety teksty dostępne są tylko w języku niemieckim).

undefinedFot. Andrew Mason

Darmowe muzea w Berlinie:

* Kolekcja kopii dzieł antycznych w Abguss-Sammlung
* Muzeum Aliantów dokumentujące historię i działania tej formacji w Niemczech w latach 1945-1994
* Muzeum Antywojenne z kolekcją zdjęć, dokumentów i przedmiotów z czasów wojny
* Muzeum Architektury
* Muzeum dzielnicy Friedrichshain-Kreuzberg
* Muzeum dzielnicy Marzahn-Hellersdorf
* Muzeum Niewidomych z ekspozycją prezentującą rozwój ruchu ludzi ociemniałych i sprzęty codziennego użytku dostosowane do potrzeb osób niewidzących
* Zabytkowy młyn wiatrowy w dzielnicy Marzahn
* Muzeum kanclerza Willy Brandta
* Muzeum Daimler Contemporary
* Muzeum Niemiecko–Rosyjskie prezentujące historię okupacji radzieckiej
* Muzeum muru berlińskiego prezentujące ocalałe fragmenty muru oraz gromadzące o nim dokumentację
* Muzeum Energii
* Obóz koncentracyjny Sachsenhausen położony 30 km od Berlina
* Dom Gotycki – muzeum historii miasta
* Muzeum Portowe
* Dom na Lutzowplatz – galeria sztuki współczesnej, przestrzeń wystawiennicza goszcząca kilka wystaw w roku
* Muzeum historii oświetlenia
* Muzeum Luftwaffe
* Dom Mendelssona
* Dom Ludwika Mies van der Rohe – znanego architekta modernizmu
* Mennica Państwowa
* Dom Otto Weidta – niewidomego przemysłowca, który wsławił się zatrudnianiem niepełnosprawnych Żydów w czasie wojny
* Muzeum Knoblauchhaus
* Muzeum Przyrodnicze
* Muzeum na nieczynnym lotnisku Tempelhof
* Muzeum Sportu
* Muzeum plenerowe Topografia Terroru – obiekty znajdują się w miejscach głównych siedzib SS i Gestapo z czasów hitlerowskich
* Muzeum Cukru

Darmowe zwiedzanie muzeów w określone dni:

* Muzeum Egipskie wraz z kolekcją papirusów – czwartek, godz. 18-22
* Akademia Sztuk Pięknych – pierwsza niedziela miesiąca
* Stare Muzeum – czwartek, godz. 18-22
* Stara Galeria – czwartek, godz. 18-22
* Muzeum Etnograficzne – czwartek, godz. 14-18
* Muzeum Bode – czwartek, godz. 18-22
* Muzeum Guggenheima w Berlinie – poniedziałek
* Galeria Malarstwa w Berlinie – czwartek, godz. 18-22
* Muzeum Rzemiosła Artystycznego – czwartek, godz. 14-18
* Biblioteka Sztuki – czwartek, godz. 14-18
* Muzeum Grafiki i Rysunku – czwartek, godz. 14-18
* Muzeum Kultur Europejskich – czwartek, godz. 14-18
* Muzeum Sztuki Azjatyckiej – czwartek, godz. 14-18
* Muzeum Berggruena – czwartek, godz. 14-18
* Muzeum Fotografii – czwartek, godz. 18-22
* Muzeum Prehistorii – czwartek godz. 14-18
* Muzeum Wodociągów – ostatni piątek miesiąca
* Muzeum Instrumentów Muzycznych – czwartek, godz. 18-22
* Muzeum Scharf-Gerstenberg – czwartek, godz. 14-18
* Nowa Galeria Narodowa – czwartek, godz. 18-22
* Muzeum Pergamońskie – czwartek, godz. 18-22

Inne darmowe atrakcje Berlina:

* Reichstag – od 1999 roku siedziba parlamentu niemieckiego znajduje się w tym neorenesansowym budynku, wzniesionym pod koniec XIX wieku
* Under den Linden – jedna z głównych ulic Berlina
* Brama Brandendurska – wizytówka miasta, symbol zjednoczenia Niemiec
* Dworzec ZOO – w Polsce znany przede wszystkim z książki “My, dzieci z dworca ZOO”
* KuDamm – główna ulica zachodniej części Berlina
* Plac Poczdamski
* Alexanderplatz z zegarem, pod którym uwielbia się spotykać niemiecka młodzież
* Kościół Mariacki (Marienkirche) wraz z dzwonnicą
* Nikolaiviertel – serce stolicy Niemiec, ścisłe centrum miasta z zabytkową zabudową
* Katedra berlińska
* Plac i Most Zamkowy
* Uniwersytet Humboldta
* KaDeWe – jeden z najbardziej znanych domów towarowych w Berlinie, ponad 60 tys. m kw. powierzchni handlowej
* Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma i Hala Pamięci
* Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie odbywający się co roku w lutym
* Pomnik Pomordowanych Żydów w Europie w pobliżu Bramy Brandenburskiej



W co się ubrać na rower

12 07 2010

To jest temat-rzeka i jednocześnie bardzo kontrowersyjny. Dlaczego? Bo są zwolennicy jazdy w ciuchach rowerowych a są też zwolennicy jazdy w ciuchach turystycznych. Jakie są plusy i minusy?

Zdjęcie 1Ja, w przypadku sakwiarstwa, jestem zwolennikiem jazdy w ciuchach turystycznych zwanych inaczej outdoorowych więc skupię się tylko na tych.

Spodnie.

SpodnieMasz do dyspozycji wersje krótkie, długie, lub 2 w 1 albo nawet 3 w 1. Osobiście jeżdżę tylko w spodniach 2w1 gdyż daje mi to wystarczający komfort podczas upałów i ochronę podczas chłodnych dni. Kolejnym plusem takich spodni jest fakt, że szybko schną, nie brudzą się, są niesamowicie odporne na uszkodzenia mechaniczne a także posiadają kieszenie.

[color=#000080]Wiecej o tych spodniach:

http://ngt.pl/157,salewa-metamorph-dry.html[/color]

W tym miejscu należy zaznaczyć iż owe spodnie nadają się idealnie do jazdy turystycznej na skórzanym siodle np. Brooks’a.

Koszulka.
Do tej pory najlepszą koszulką w jakiej jeżdziłem była koszulka wojsk polskich z Iraku. Kolor cielisty więc neutralny, bardzo dobre właściwości oddychające, dobre zabezpieczenie przed chłodem i dzięki wszytej srebrnej nitce koszulka nie kumuluje zapachu potu.
[color=#000080]Tu znajdziesz opinie o niej:

http://ngt.pl/forum/?p=readTopic&nr=1170[/color]

Koszula.
koszulaKolejna warstwa to koszula-bluza. Tu także jestem zwolennikiem koszul turystycznych. Właściwości identyczne jak przy w/w spodniach więc nie będę się powtarzać.

Buty.
Jeśli chodzi o buty to jeżdżę przede wszystkim w sandałach. Tak „obuta” przez wiele godzin stopa ma zapewnione wspaniałe wietrzenie, po deszczu obuwie błyskawicznie schnie a wieczorem odpada mi pranie skarpetek:) Przy czym nie ma znaczenia czy jeżdzisz na pedałach platformowych czy blokach gdyż Shimano ma w swojej ofercie sandały przystosowane do bloków.

buty

Kurtka.

Oczywiście jeszcze należy uwzględnić posiadanie cienkiego polaru a także kurtki z membraną windstoperową. Jaką należy kurtkę zabrać tego nie powiem. Wszystko zależy od czasu i regonu, w który się udajemy chociaż z mojego niemałego doświadczenia mogę powiedzieć, że ciepłe polary bardziej mi się przydawały na południu Europy a nie w Skandynawii.
kurtka

Zestaw przeciwdeszczowy.
To ostatnia warstwa. Po wieloletnim testowaniu różnego rodzaju kurtek i spodni dedykowanych na rower a także do turystyki pieszej wynalazłem goreteksowy zestaw spodnie+kurtka z niemieckiego demobilu. Kolor jest iście nie rowerowy, krój wybitnie nie sportowy za to właściwości wspaniałe! Można w nim jechać kilka godzin w deszczu bez przemoczenia a membrana zapewnia tylko nieznaczne zapocenie przy szybkiej jeżdzie. Przy spokojnej jeżdzie jest pełne odprowadzenie potu.
zestaw p-deszcz

http://www.wojsko.com.pl/product_info.php?cPath=7&products_id=129

Nakrycie głowy.
KapeluszI na koniec to nakrycie głowy. W tym miejscu na mnie znowu się gromy posypią gdyż jestem absolutnym przeciwnikiem używania kasków na wyprawie. Zwykły kapelusz turystyczny jest wystarczający a uzupełnieniem może być bandana.

Moskitiera
W ostatnich latach w Polsce zwiększyła się plaga komarów chociaż w Skandynawii taką sytuację obserwowałem już 11 lat temu. Dlatego dobrym uzupełnieniem nakrycia głowy jest moskitiera. Kosztuje niewiele a może przynieść znaczną ulgę.
Moskitiera

Jak widać nie są to typowo kolarskie stroje ale właśnie jest to wynik 11 lat eksperymentowania na wyprawach. Oprócz w/w zalet mogę dodać jeszcze jedną: po zejściu z roweru stajesz się normalnym cywilnym osobnikiem i tylko stukot bloków zdradza cię, że masz coś wspólnego ze światkiem 2 kółek.



Podróżowanie z dziećmi.

9 07 2010

Na początku trzeba sobie uzmysłowić, że podróżowanie z dziećmi na rowerze daleko się różni od podróżowania „dorosłego”.

Widziałem parę, która podróżowała z niemowlakiem. Dziecko było przewożone w foteliku samochodowym w sprytny sposób umocowanym do bagażnika. Osobiście uważam jednak, że było na to stanowczo za wcześnie.

Dziecko powinno pewnie siedzieć i trzymać główkę a wówczas mamy dwa sposoby do wyboru: fotelik lub przyczepkę dziecięcą. Osobiście polecam przyczepkę ze względu na wygodę dziecka, bezpieczeństwo a także ładowność. Jednak należy pamiętać, że przyczepka z dzieckiem waży nawet ponad 20 kg, więc dotychczasowe górki mogą być już nie do zdobycia. Jeśli już się zdecydujemy na podróżowanie z przyczepką to należy pamiętać, że dziecko szybko się nudzi trasą, więc będziemy musieli robić przerwy co 15-30 minut.

Wiek 5-6 lat.

Ada
Ada

Wiek 5-6 lat, to czas kiedy dziecko wyrasta z przyczepki więc najwyższa pora aby samo jeżdziło na rowerze … na 2 kółkach. Najlepszym dla dziecka w tym wieku jest rower na kołach 20″. Jednak przed pierwsza wyprawą polecam trochę w dziecku zaszczepić żyłkę sportowca. Dobrym na to sposobem jest udział w maratonach rowerowych na krótkich dystansach czyli 5-15 km. Po takim zahartowaniu możemy śmiało wybrać się na tygodniową wyprawę. I tu należy pamiętać o paru zasadach:

- dziecko praktycznie nie może mieć żadnego ciężaru na rowerze. Wszelkie jego rzeczy musimy wieźć za niego.

- tempo jazdy dostosowujemy do dziecka, a to będzie wynosić nie więcej niż 10 km/h

- dystanse jakie będziemy pokonywać będą niewielkie. Zalecam co 2-5 km robić przerwy podczas jazdy urozmaicając je o różnego rodzaju atrakcje typu: lody, lokalne place zabaw, zabawy na plaży, zwiedzanie kapliczek, zamków i muzeum.

- polecam w czasie podróżowania nie patrzyć na licznik i na przejechane km. Najlepszą metodą na udane podróżowanie jest jazda na czas czyli np jazda od godz 9-10 do godz 18-19. Oczywiście nie mam na myśli jazdy non-stop.

- ostatnią rzeczą o jakiej musimy pamiętać to fakt, że dziecko nie mając siły w nogach nie będzie wstanie podjeżdżać pod wzniesienia i górki. Dlatego właśnie na początku trzeba wybierać trasy możliwe płaskie.

Wiek 10-11 lat

Piotr

Piotr

W wieku 10-11 lat dziecko nabywa już sił w nogach i kondycji. Jest to dobra pora aby dziecko zaczęło wozić małe sakwy. Także i pokonywanie trudności drogowych typu podjazdy czy kopny piach nie będzie już dziecku nastręczać większych trudności.

Teraz jak już wiemy co dane dziecko potrafi możemy zaplanować trasę, a trasę należy planować tak aby:

- nie poruszać się głównymi drogami gdyż na takich drogach ruch jest przerażliwie duży i szybki więc poruszanie się „czerwonymi” drogami ani nie będzie miłe ani bezpieczne. Także i drogi „żółte” nie nadają się do turystyki z dziećmi.

- poruszać się drogami lokalnymi, które nie prowadzą przez wsie i miasteczka. To zapewni nam niskie natężenie ruchu drogowego.

W Polsce prawie każda gmina ma znakowane szlaki rowerowe. Niestety osoby znakujące je ani przez chwilę nie pomyślały o tym, że tymi szlakami będą się poruszać rowerzyści z sakwami w dodatku z dziećmi. Dlatego gdy zobaczymy ów szlak nie podążajmy nim na ślepo! Popatrzmy na mapę i prześledżmy jego trasę. Jeśli biegnie drogami lokalnymi to ok, jeśli jednak prowadzi drogami głównymi, przez duże miasta czy piaszczystymi drogami przez pola i lasy to wówczas opracujmy alternatywną trasę.

polskie szlaki rowerowe

Zanim wyruszymy na pierwszą rodzinną wyprawę po Polsce dobrym pomysłem jest wyruszenie na tygodniową wyprawę po Bornholmie. Dlaczego? Bo ta wyspa jest stworzona do rodzinnej turystyki rowerowej! Małe miasteczka, niskie natężenie ruchu, uwaga kierowców, mnogość szlaków rowerowych i zróżnicowany teren daje okazję do poznania możliwości swoich własnych i swoich dzieci.



Egipt nie jest śmieszny, czyli o tym dlaczego warto zobaczyć piramidy!

7 07 2010

Słyszeliście, że nie warto jechać do Egiptu? Dlaczego? Bo tam nie ma nic specjalnego, a w ogóle to taki oklepany kierunek. Postaram się ustosunkować do tych i innych bzdur.

Pomysł na artykuł powstał podczas mojej podróży po Egipcie, ale silny bodziec do pisania dała mi dopiero dzisiejsza wypowiedź z forum gazety:

ja_cindy:

Dlaczego, śmieją się jak mówię, że lecę do Egiptu?

lecę pierwszy raz (do Egiptu –moje przyp.) pod koniec września, jak pytają mnie, gdzie lecę
na urlop to robią dziwne miny, jedna osoba powiedział mi ,że pewnie wybrałam Egipt, bo to tani kraj, a tak naprawdę nie ma tam nic ciekawego i, że jest oklepany!

A wiesz, gdzie byłem?

Jeżeli najważniejszym motywem wyboru miejsca podróży jest dla kogoś chęć pochwalenia się przed otoczeniem to wybaczcie, ale to nie ma dla mnie żadnego sensu. A tak najprawdopodobniej dobierają miejsca osoby, które „śmieją się z Egiptu”. Nie przeczę, że chęć zaimponowania (głównie sobie) zajmuje także ważne miejsce u podstaw moich wyczynów (na przykład przejście przez góry skrótem używanym tylko przez lokalnych mieszkańców w Ladakhu –z perspektywy czasu oceniam to jako średnio mądre ;) ). Ale czym mają zaimponować osoby, które wyśmiewają Egipt jako kierunek podróży? Tym, że udało, im się trafić w drzwi samolotu po opróżnieniu zapasów ze strefy bezcłowej?

Piramidy to sterta kamieni.

Spotkałem się z opinia ze nie warto jechać do Kairu i męczyć się (ach te niewygodne klimatyzowane autokary) oglądając piramidy. To kompletna bzdura. Jeśli ktoś rezygnuje z podziwiania unikalnego dziedzictwa ludzkości tylko dla tego, że nasłuchał się opinii „bywalców”, to nie wie, ile traci. Bo piramidy są majestatycznie piękne. Pomijam oczywiście sytuacje, gdy ktoś nie ma po prostu ochoty albo nie chce tracić nawet dnia odpoczynku z krótkiego urlopu.

Dlaczego warto jechać do Egiptu?

Z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy jest prozaiczny, w Egipcie dobrze odpoczniemy. Tamtejsze all inclusive ma swoje uroki. Jeśli szukamy miejsca, gdzie nic nam nie przeszkodzi w relaksie, resorty w tym kraju będą doskonałym rozwiązaniem.

Ale, odwiedzając Egipt jesteśmy przecież w kraju, który ma do zaoferowania daleko więcej niż wyżerkę w hotelach i lenistwo na plaży. Poświęcając trochę czasu (zazwyczaj jeden dzień) możemy stanąć oko w oko z unikalnym na skale światowa dziedzictwem z przed tysięcy lat. Proszę Państwa przecież Egipt to kawał historii ludzkości!